Chanel zamienia Grand Palais w supermarket: najbardziej zwariowany pokaz Lagerfelda
Na pokazie jesień-zima 2014 Karl Lagerfeld zbudował w paryskim Grand Palais wielki supermarket z setkami tysięcy produktów z logo Chanel. Modelki robiły zakupy z wózkami w rękach.
Karl Lagerfeld uwielbiał zamieniać pokazy Chanel w gigantyczne spektakle. Ale nawet jak na jego standardy pokaz jesień-zima 2014 był wyjątkowy. 4 marca 2014 roku zamienił paryski Grand Palais w pełnowymiarowy supermarket marki Chanel.
Przestrzeń o powierzchni dziesiątek tysięcy metrów kwadratowych zamieniono w labirynt sklepowych alejek. Były imitacje kas z taśmami, oznaczone numerami stanowiska, a nawet specjalnie zaprojektowane wózki na zakupy z logo Chanel.
Na półkach ustawiono ponad sto tysięcy prawdziwych, codziennych produktów, od proszków do prania po puszki z tuńczykiem. Wszystkie przepakowano i przemianowano na produkty Chanel z dowcipnymi nazwami nawiązującymi do historii marki.
Szynka nazywała się Jambon Cambon, czyli nawiązanie do paryskiej ulicy Cambon, gdzie mieści się siedziba Chanel. Były herbaty z nazwami nawiązującymi do małej czarnej i farby z numerami i nazwami odnoszącymi się do ważnych dat w dziejach domu mody. Każdy detal był przemyślany.
Modelki nie szły zwykłym wybiegiem, tylko spacerowały między alejkami, zaglądały na półki i pchały wózki, jakby robiły codzienne zakupy. Pokonanie całej zygzakowatej trasy zajmowało każdej z nich około czterech i pół minuty.
Cała koncepcja była ukłonem w stronę pop-artu i Andy'ego Warhola, który zamieniał zwykłe produkty z półek sklepowych w dzieła sztuki. Lagerfeld bawił się ideą, że luksus i masowa konsumpcja mogą się spotkać w jednym miejscu.
Pokaz wywołał lawinę zdjęć i komentarzy w mediach na całym świecie. Goście chętnie pozowali z wózkami i produktami, a niektórzy podobno próbowali zabierać rekwizyty na pamiątkę. Marketingowo był to strzał w dziesiątkę.
Scenografia jako broń marketingowa
Supermarket Chanel trafił w moment narodzin ery Instagrama — i to nie przypadek. Lagerfeld wcześniej niż ktokolwiek zrozumiał, że pokaz ogląda już nie czterysta osób na sali, lecz miliony na telefonach, a scenografia musi być zaprojektowana pod zdjęcia. Rakieta, plaża z prawdziwą wodą czy sklepowe alejki to dekoracje-generatory treści, które robiły dla marki więcej niż całoroczne kampanie.
Ta strategia miała twarde uzasadnienie finansowe. Pokaz haute couture czy ready-to-wear sam w sobie nie zarabia — jest wystawą, która buduje pożądanie wokół marki, monetyzowane potem w perfumach, kosmetykach i torebkach. Skoro pokaz jest reklamą, każdy milion wydany na scenografię wraca w zasięgach. Lagerfeld doprowadził tę logikę do perfekcji, a po nim podążyła cała branża.
Żart z Warhola miał też drugie dno: Chanel sprzedaje przedmioty codzienne — perfumy, kremy, szminki — w cenach luksusu, a supermarket obnażał tę grę z przymrużeniem oka. Autoironia okazała się najlepszą tarczą: marka, która sama żartuje ze swojej komercyjności, odbiera argumenty krytykom. To lekcja komunikacji, z której dziś korzystają najwięksi.
Supermarket Chanel przeszedł do historii jako jeden z najbardziej rozpoznawalnych pokazów Lagerfelda, obok rakiety kosmicznej czy plaży zbudowanych w tej samej przestrzeni. To dowód, że dla Karla scenografia była równie ważna co same ubrania.



supermarket Chanel w Grand Palais to czyste szalenstwo Karla. setki tysiecy produktow z logo, masakra
modelki z wozkami na zakupach, geniusz albo absurd. u Lagerfelda zawsze cienka granica
ile ten jeden pokaz kosztowal to az strach myslec. ale Chanel stac, wiec poszla fantazja
to byl jego znak rozpoznawczy, te oszalamiajace scenografie. nikt nie robil pokazow jak teatr lepiej
te produkty z logo Chanel z tego pokazu to dzis pewnie kolekcjonerskie cacka warte fortune